Kultura
JÓZEF GUMAN 11 stycznia 2010
Avatar - Recenzja z Filmu Przyszłości
Filmy trójwymiarowe były już wcześniej i to nawet w pełni umieszczone w trzecim wymiarze, ale Avatar jest pierwszym filmem trójwymiarowym, którego oglądanie w technice 3D jest konieczne.
To zmienia w oczywisty sposób historię kina
i wprowadza nas w świat trzeciego wymiaru powszechnie, już w tej chwili podjęto produkcję na użytek kin domowych okularów oraz odpowiednich odbiorników.
Tu nie chodzi o samą fascynację technologią
, tu chodzi o zmianę kategoryzacji zdarzenia i każdy, kto film obejrzał nie ma, co do tego żadnych złudzeń – ten film trzeba zobaczyć w tej technologii, ponieważ oglądanie go w innej odbiera mu połowę sensu. Tu nawet nie ma jeszcze języka, który dawałby nam możliwość opisania tego zjawiska ani mierzalnej skali, do jakiego stopnia ten film jest bardziej lub mniej 3D. Tu w pełni mamy doznanie przestrzeni nie tylko wynikającej z technologii, ale przede wszystkim psychicznej.
Autor od kilku lat nie kręci już filmów poświęcając się w pełni studiom nad technologia IMAX i w zasadzie temu poświęcony był jego ostatni film przyrodniczy. Czym jest wymiar 3D jeszcze nie wiemy a ponieważ mamy szansę oglądać pionierskie czasy tego kina, nie znamy jeszcze możliwości tkwiących w tej technologii. Na potrzeby filmu uruchomiono z firmą Nvidia nowy silnik obliczeniowy o ciekawej nazwie PantaRay ponieważ znane do tej pory metody renderingu nie były w stanie podołać zadaniu. Aby film mógł zostać wyrenderowany – przepraszam nakręcony, musiał czekać na odpowiednią technologię 10 lat.
Myślę jednak, że za parę lat „offowi” ambitni „koniecznie” reżyserzy będą kręcić filmy płaskie tak jak teraz kręcą „szlachetne” czarno-białe a najczęściej w sepii, żeby było zabawniej oczywiście taki film poddaje się obróbce komputerowej, ponieważ już nikt nie produkuje czarno-białej taśmy i byłaby ona koszmarnie droga.
Film ten nie jest eksperymentem, nie jest tez jakimś szczególnie odkrywczym materiałem intelektualnym, jest zupełnie normalnym, bardzo atrakcyjnym filmem trójwymiarowym. Aby Państwu to „unaocznić”, do jakiego stopnia atrakcyjnym, pragnę poinformować, iż dzicy przestali na chwile żreć w kinie, film można, więc zobaczyć
w oryginalnej wersji dźwiękowej bez szczęku żwaczek dzielnego sąsiada zapełniającego sobie organizm papką.
Chciałbym go obrazić, ale wiem, że dzicy nie potrafią czytać, więc mój głos się zmarnuje.
Film ten należy do ulubionego mojego typu kina, uwielbiam po prostu takie filmy, jest to mianowicie kino operowo-cyrkowe kino takie uprawiali i uprawiają tacy mistrzowie kina jak Fellini, Lucas czy Giliam natomiast zupełnie nie przeszkadzało to im w przekazywaniu treści, chociaż forma, w jakiej tą treść przekazują znacznie się różni. Tu mamy Camerona, reżysera, który kręci filmy przebojowe przekraczając budżet i terminy, ale oddając zawsze dzieło będące niesamowitym spektaklem czarującym widownię. Reżyser lubi kino sf „Obcy” czy „Terminator” wydają się o tym świadczyć, co ciekawe często kluczową postacią jego filmów jest kobieta walcząca o przetrwanie w stechnicyzowanym świecie.
Monumentalny i drobiazgowy „Titanic” wziął praktycznie wszystko, jeśli chodzi o nagrody, no, prócz Leonarda, który się może zbyt cienko rozsmarował na zbyt dużym kawałku, nagrodę zabrał mu wtedy ironiczno – cyniczny uśmiech Nicholsona i dobrze bardzo.
Co się stanie z „Avatarem”
– trudno powiedzieć, jest to tradycyjne, pionierskie kino, gdzie dobro walczy ze złem, bohaterowie są wyraźnie podzieleni i są postaciami klasycznymi w rozumieniu pop-kultury.
Treść jest mniej więcej taka - bohater identyfikuje się ze swoim alter-ego, zakochuje się, dokonuje wewnętrznego przewartościowania pod wpływem miłości, i staje po stronie pokrzywdzonych, w nierównej walce przeciw przeważającym siłom zła – koniec.
Kluczową role zajmują tu animacje postaci człekopodobnych obcych, to one odgrywają główne role i są też głównymi bohaterami filmu – pytanie - kto dostanie nagrodę, kiedy w konkurencji z człowiekiem wygra animacja? A podobna sytuacja już szczęśliwie miała miejsce w filmie „Władca pierścieni” gdzie najwybitniejszą kreację stworzył oczywiście Golub, reszta aktorów była przy nim jakaś taka jednowymiarowa. Wyobrażacie sobie tego tak wybitnie utalentowanego aktora na deskach teatru.
Ale na Pandorze, bo tak nazywa się planeta, na której zachodzi akcja filmu główną rolę odgrywają przedstawiciele cywilizacji Na’vi. Te humanoidalne postacie wykreowane są niezwykle wiarygodnie, o ile można to powiedzieć
o obcych a właściwie o tubylcach, bo w tym świecie obcy to my.
I musze powiedzieć rzeczywiście zabieg ten w sposób niezwykły daje o sobie znać w trakcie oglądania filmu, ponieważ świat, który oglądamy jest obcy i niezwykły, piękny jak głębinowy motyl i obcy jak on, ale dzięki temu akceptowalny, ponieważ go oglądamy jako emanację krajobrazu, który jednocześnie jest nam znany i nie znany
i jest to niezwykłe doznanie gdyż realność tego świata jest niesłychanie przekonywująca a dzięki technologii 3D wręcz namacalna, czujemy się, więc trochę jak turyści w rajskim ogrodzie świata, zanim wjechali do niego ekolodzy z GreenPeac’u.
I to właśnie jest najważniejszy, główny, bohater opowieści Camerona piękny dziewiczy rajski świat, groźny
i bywa, że niebezpieczny, ale piękny i uwodzicielski.
Następnym elementem niezwykłym jest zmiana skali, jaka wiąże się z tym, iż postać głównego bohatera ma ponad trzy metry wysokości i tworzy to konieczność nowych rozwiązań, jakie stanęły przed reżyserem w rezultacie część ujęć musiała zrezygnować z ujęć amerykańskich, co cudownie odświeżyło kompozycję obrazu.
Mamy więc już dwie warstwy przekazu jakie proponuje nam film Avatar – techniczną i libretto którego treść pozostawimy łaskawej uwadze widza i prócz tego co już powiedzieliśmy na jego temat, zwracam tylko uwagę na możliwy choć nie potwierdzony kontekst polityczny.
A ponieważ to film 3D więc zapraszam Państwa do trzeciej warstwy najbardziej niezwykłej i najbardziej fascynującej. Film będąc wehikułem czasu przenoszącym nas w przyszłość do roku 2154-(kurde, pomyśleć że pierwszy film jaki zobaczyłem w kinie sf to była „Odyseja kosmiczna 2001”) - prezentuje świat technologicznie zacofany, ma on jednak jedną zdumiewająca cechę otóż wszyscy są w nim zlinkowani.
Nie w przenośni – łączność z naturą itd.- tylko fizycznie wszystko co żyje ma końcówki dzięki którym wszystko ze wszystkim może się połączyć bezpośrednio. A wszystko razem jeszcze może się połączyć w jedną wielką sieć – neuronową tworząc świadomość wyższego rzędu, która odwołuje się do mistycznej postaci planety nomen-omen Eywy bo na Pandorze, Bóg jest kobietą.
Końcówki USB w wydaniu
z Pandory nazywają się Tsa’helu i pozwalają się włączyć nie tylko w świat fauny ale również flory. Szanowni Państwo oczywistym się wydają te paralele do świata naszych realiów a raczej wirtualiów.
Reżyser studiował nie tylko literaturę angielską, ale również fizykę i jest świadomym podróżnikiem po krainie naszej codzienności zadając jej pytania o przyszłość. Bardzo wyraźnie postawione w „Terminatorze” pytanie
o nasz konflikt z światem techniki i światem elektronicznego supermózgu. W „Obcym” człowiek wyobraża sobie siebie jako potęgę i traktuje kosmos jak teren do eksploatacji i tu kosmos zadaje mu pytanie o wymiar tej potęgi. „Otchłań” to opis człowieka wobec tajemnic oceanu w głąb, którego człowiek przenosi swoje konflikty
z powierzchni.
A o czym mówi Avatar
Może nie, wprost, ale jest to pierwszy przekaz, który w widoczny sposób u reżysera traktuje działalność człowieka – sieć, jako zjawisko pozytywne. Splecione w sieć jednostki tworzą wyższą formę świadomości, która pozwala im zrozumieć świat, w którym żyją ich klany, dzięki temu nie zachodzi konflikt pomiędzy otaczającym je światem
a człowiekiem – Na’vi.
Partnerka głównego bohatera spełniająca jednak kluczową rolę w filmie w pewnym momencie, mówi do niego jeszcze niepodłączonego do sieci – jesteś jak dziecko, niezgrabny i ogłupiały, nic nie potrafisz i niczego nie rozumiesz.
Bohater jeszcze długo czuje się człowiekiem jakby dwudziestowiecznym, agresywnym i zaślepionym swoją wielkością traktującym wszystko, co obce w wrogi i wyniosły sposób, dopiero, kiedy słyszy głosy z sieci w wyniku podłączenia się do Drzewa Dusz, dokonuje przemiany wewnętrznej, za którą jednak musi zapłacić życiem inna bohaterka filmu. Klany kierując się naturalnym prawem i akceptacją w stosunku do otaczającego je świata otrzymują za to dar absolutny, jaki daje im sieć – nieśmiertelność w jej głębi. Oto pytanie, jakie powstaje, po wyjściu z kina i pozostaje do głębokich rozmyślań.
I tak myślałem idąc z kina do domu, pierwszą moją refleksją było, – ale czy motyl musi być mądry, może wystarczy mu, że jest piękny. Drugą - przecież to, co jest treścią filmu, nie jest zawarte w jego libretcie – przecież on to pisał cztery lata a czekał na to dziesięć czegoś takiego nie można pisać cztery lata. Nagle zobaczyłem na mojej drodze ośnieżoną wierzbę.
Idźcie i zobaczcie Drzewo Życia, film jest warty każdej złotówki jaką wydacie
na bilet, jeśli ktoś powie wam że to głupi film – powiedzcie mu – „jesteś jak dziecko, niezgrabny i ogłupiały, nie potrafisz myśleć i niczego nie rozumiesz”.
Inne artykuły autora: Miłość i nietolerancja, Korporacyjna etyka moralna, Pokolenie, które musiało odejść, Dlaczego nauka XX wieku uznana została za niemoralną, Przekleństwo XX wieku, Bolesław Zapomniany – Król Polski, Er feminam, Ukraina, Rosja, Polska – a Janukowycz, Prezydent, Przystanek
Przeczytaj 3 opinie
Dodaj swoją opinię »-
pasażer na gapę
2010-01-11
16:01:05„szlachetne” czarno-białe ?
w filmie, fotografii, malarstwie rezygnacja z kolorów to nie snobizm czy pseudoartystyczny tylko zabieg artystyczny. Rezygnacja z kolorów, lub ich ograniczenie ma albo zmusić widza albo twórce do zwiększenia zaangażowania w odczytanie lub tworzenie dzieła. To nie jest ani lepsze ani gorsze - tak się po prostu robi i nie ma to nic z offowymi czy mainstreamowymi twórcami.
Co do filmu - zachwyt ? - nie.
Dostaliśmy to na co zasługujemy. Coś na co grube ryby przemysłu filmowego dały pieniądze. Coś co masowy odbiorca kupi.
Owszem Cameron jest już twórcą bardziej samodzielnym (warto było wczoraj obejrzeć TVP Kultura wywiad z S. Idziakiem na temat kinematografii z LA)
ale to jest tylko i wyłącznie produkcja - nic więcej.
Dostaliśmy miksa kultury afrykańskiej, południowo amerykańskiej z czasów kolumba, czy trochę tańczącego z wilkami.
Mamy bitwę pod Little Big Horn i zadufanego w sobie gen. Castera. Nie zabrakło buddyzmu zen - "nie da się nalać do pełnego naczynia".
To nie Trylogia Tolkiena(lepiej lub gorzej sfilmowana), która była przemyślana i zaplanowana, to nie świat Diuny czy dysków Pratchett'a, to po prostu dobry trójwymiarowy produkt - i niech Bóg błogosławi Amerykę.
-
pasażer na gapę
2010-01-11
18:12:30Tak się robi lub nie.
Zabiegi dotyczące przekształceń fotografii lub filmu w czarno biały - sa często tylko formalne i w żaden sposób nie uzasadnione treścią, kontekst dopisany bywa na siłę a technika wspomaga brak pomysłu, sama forma ma uszlachetnić dzieło wiem co mówię gdyż sam korzystam z kompozycji utrzymanych w
sepiach :-).
Natomiast jeśli chodzi o film, to uważam iz warto mu poświecić nieco więcej czasu, ponieważ jego trójwymiarowość dotyczy również przekazu, samo libretto jest banalne, konwencja bajkowa, dialogi schematyczne a postacie komiksowe i to jest część przekazu jak jest do nas sformułowana przekaz tego filmu mieści się również w kategoriach trójwymiarowości i dialoguje za pomocą formy, która jest do odczytania w dość prosty sposób, to niewątpliwie moja wina że nie udało mi sie przekazać tej treści w recenzji, ale stawiałem zbyt śmiało na ciąg dyskusyjny który w interlokutorze stworzy potrzebę poszukania tego rodzaju treści, w każdym razie starałem sie podkreślić iż trójwymiarowość dotyczy nie tylko technologii ale również strony intelektualnej filmu. Myślę iz to własnie tworzy nowy wymiar kina z jakim przyjdzie nam się spotykać w najbliższym czasie, kino to wzmocnione jeszcze wynikami pracy jakie dostarczy mu sztuka video która coraz śmielej wkracza do kina będzie dość wymagające dla odbiorcy szczególnie w stosunku do jego percepcji dotyczącej przekazu poprzez formę
czego i Państwu życzę :-)
autor -
pasażer na gapę
2010-01-11
23:50:43mały dodatek
zapomniałem dodać że to oczywiście będzie trylogia juz powstają nowe części, a tej części towarzyszy encyklopedia Pandory, spore tomiszcze obejmujące szczegółowy opis tego wymyślonego systemu
autor
Reklama
Kalendarium
Dzisiaj >> BĘDZIŃSKI KLUB FILMOWY - CYKL \"10 OSCARÓW I 1 MALINA\"
ZDZISŁAW BEKSIŃSKI. Malarstwo - wystawa
ANDY WARHOL 3 x Mao - wystawa
VIVAT INSITA. Świat idealny Pawła Garncorza - wystawa
\"CZARNY PUNKT\" - WYSTAWA PRAC KRYSTIANA BURDY
CHORZOWSKI TEATR OGRODOWY 2010
TURNIEJ RYCERSKI NA MARIACKIEJ
KONCERTY PROMENADOWE Od Bacha do Beatlesów
DAREK STACH Stachaże - wystawa
Štěpán Grygar Fotografie - wystawa
47. TYDZIEŃ KULTURY BESKIDZKIEJ
12. FESTIWAL MUZYCZNY IM. RYŚKA RIEDLA
WYJŚCIE LUDZI Z MIAST - wystawa fotografii Zbigniewa Libery
WYSTAWA AUTORSKIEGO PLAKATU FILMOWEGO
„Lato z Metamorfozami - poznaj dzielnice Gliwic”
CIETRZEWISKO 2010 - I RODZINNY PIKNIK ŁOWIECKO-LEŚNY
XIII OGÓLNOPOLSKI TURNIEJ RYCERSKI O MIECZ KASZTELANA ZAMKU OGRODZIENIECKIEGO
DZIEŃ ŚREDNIOWIECZNY NA ZAMKU W TOSZKU
FESTIWAL TEATRÓW I WIDOWISK ULICZNYCH W ŻORACH
ŚWIĘTO BORÓWKI
Jutro >> BĘDZIŃSKI KLUB FILMOWY - CYKL \"10 OSCARÓW I 1 MALINA\"
ZDZISŁAW BEKSIŃSKI. Malarstwo - wystawa
ANDY WARHOL 3 x Mao - wystawa
VIVAT INSITA. Świat idealny Pawła Garncorza - wystawa
\"CZARNY PUNKT\" - WYSTAWA PRAC KRYSTIANA BURDY
CHORZOWSKI TEATR OGRODOWY 2010
KONCERTY PROMENADOWE Od Bacha do Beatlesów
DAREK STACH Stachaże - wystawa
Štěpán Grygar Fotografie - wystawa
47. TYDZIEŃ KULTURY BESKIDZKIEJ
WYJŚCIE LUDZI Z MIAST - wystawa fotografii Zbigniewa Libery
WYSTAWA AUTORSKIEGO PLAKATU FILMOWEGO
„Lato z Metamorfozami - poznaj dzielnice Gliwic”
XIII OGÓLNOPOLSKI TURNIEJ RYCERSKI O MIECZ KASZTELANA ZAMKU OGRODZIENIECKIEGO
OGRÓD TAŃCZĄCYCH SAKSOFONÓW W RUDZIE ŚLĄSKIEJ
FESTIWAL TEATRÓW I WIDOWISK ULICZNYCH W ŻORACH
AUKCJA NA RZECZ 0BJAZDOWEGO FESTIWALU FILMÓW WATCH DOCS. PRAWA CZŁOWIEKA W FILMIE - KATOWICE JESIEŃ 2010
NA KLEPISKU - III FESTIWAL MUZYKI I TAŃCA W ŻARECKICH STODOŁACH
Wkrótce >> BĘDZIŃSKI KLUB FILMOWY - CYKL \"10 OSCARÓW I 1 MALINA\"
ZDZISŁAW BEKSIŃSKI. Malarstwo - wystawa
ANDY WARHOL 3 x Mao - wystawa
VIVAT INSITA. Świat idealny Pawła Garncorza - wystawa
\"CZARNY PUNKT\" - WYSTAWA PRAC KRYSTIANA BURDY
CHORZOWSKI TEATR OGRODOWY 2010
KONCERTY PROMENADOWE Od Bacha do Beatlesów
DAREK STACH Stachaże - wystawa
47. TYDZIEŃ KULTURY BESKIDZKIEJ
WYJŚCIE LUDZI Z MIAST - wystawa fotografii Zbigniewa Libery
Ostatnie opinie do artykułów
nostalgia i rozrzewnienie
z nostralgią wspominam moją płytę Kryzysu. Mam ją do dzisiaj. W sumie niewiele nowego wymyślono na scenie alternatywnej na przestrzeni tych długich lat. A prawda, że nadal artyści sięgają do źródeł po pomysły. Ciekjawe jaki jest odbiór społeczny tej płytki. Rzecz chyba faktycznie dla koneserów;)
Magda De(suetudo)
Ach, Rzym... Zawsze chętnie wracam. Miasto z duszą, podobnie jak Neapol, który również polecam. Co do zwiedzania Rzymu- ja zawsze robiłam to w nocy, bo nocą to miasto dopiero tętni życiem:) Chciałabym, żeby tak było kiedyś, na przykład, w Katowicach- żeby człowiek mógł wyjść o północy z domu, spacerować jasno oświetlonymi ulicami, mijać tabuny przechodniów i słyszeć dobiegające zewsząd radosne rozmowy.
Wybory między diabłem a szatanem
Ja, choć zdarzyło mi się nie pójść na wybory i poczułem sie dotkniety Pańskim, Panie Józefie blogiem, że jakobym należał do tych, co to politycznie nie rozumieją świata.
A świat napewno nie jest taki, na jaki wygląda, to po pierwsze.
Ci, co mają coś do powiedzenia muszą kierować się zasadą poprawności politycznej, coś na dawnej cenzury. Dziennikarz mówi (pisze) to, na co zapotrzebowanie ma jego mecenas. Mecenas ma władzę, bo ma pieniądze. Krąg, Panie Józefie się zamyka. Prawdziwą władzę mają ci, co mają pieniądze i media w swoich rękach. I myślę, że znacznie ciekawiej byłoby napisać felieton o tejże, realnej władzy, niż dyrdymały na temat cyrku pod nazwą wybory. Bo tak naprawdę są to igrzyska, które niczego nie wnoszą do codziennego życia wyborców, ani nie mają wpływu na sprawy, które są ich codziennymi problemami.
Po drugie, polityczne rozumienie świata wynika z ogólnej kultury narodu i nauczania tegoż, a w szczególności młodego pokolenia. Ludzie postrzegają fałsz, obłudę i sprzedawanie siebie za judaszowe srebrniki każdemu, kto dobrze zapłaci - pieniądzem, stanowiskiem, karierą, przynależnością do elitarnego towarzystwa - sługów ciemności.
Ktoś, kto jest dla mnie autorytetem, kiedyś powiedział "jeśli ktoś z Was jest większy od innych, to po to, by im służył". A służba drogi Panie, to według mnie praca dla ludzi, za symboliczne wynagrodzenie a nie zaprzedawanie siebie dla pieniędzy.
I wreszcie - głosowania. Od wielu lat, nie tylko u nas, ale w większości tzw. krajów demokratycznych, gdzie nie ma obowiązku głosowania, do urn idzie połowa społeczeństwa, podzielona dokładnie na połowę, bo jedni popierają tego, a drudzy owego. Wybory dokonywane są często nie dlatego, że kogoś popieramy, ale dlatego, że nie chcemy tego drugiego. A wiec są to wybory negatywne.
W rzeczywistości wybory są igrzyskami dla mas, dającymi namiastkę demokracji. Świadome jednostki się nie liczą, wyborcy w swojej masie są sterowani przez media i sondaże, głosują tak, jak zostało to zaplanowane w salonach towarzystw kapturowych.
A po wyborach - czy ktoś się interesuje wyborcami, przedwyborczymi obietnicami, dobrem narodu i jego obywateli? Nie, ale za to realizowane są cele wielkich korporacji, ponadpaństwowych oczywiście, międzynarodowych karteli, globalnej finansjery. Tak oto poprawny politycznie obywatel, by nie być głupcem i posadzonym o ciemnogród idzie głosować. Pytanie tylko – po co?
Czemu politycy boją się wyborów bezpośrednich, jednomandatowych okręgów wyborczych, odpowiedzialności wybrańca przed wyborcami.
A zamordyzm, owszem, istnieje. Tylko w porównaniu do dawnego, ten jest bardziej subtelny. Dzisiaj za mordę bierze się obywatela dla jego rzekomego dobra. Wielki Brat obserwuje nas kamerami na ulicach, w urzędach a nawet z kosmosu, to dla naszego bezpieczeństwa. Każe nam się szczepić, przed rzekomymi chorobami. Pozwala nam dziś wierzyć we wszystko, a nie tak dawno nie wolno było wierzyć w nic. Pozwala naszym dzieciom robić wszystko, a rodziców może ukarać za próby wychowania po swojemu. Każe oczywiście płacić coraz większe podatki, akcyzy, waty, zusy. Daje nam dwóch polityków do wyboru, obu diabłem podszytów. Obaj i tak jemu służą, ale my gotowi jesteś pozabijać się, w twierdzeniach kto jest lepszy.
Litości !
Zgrabnie napisany tekścik propagandowy. Ale jednego pojąć nie umiem: uważa Pan, że lewicę należy wywalić na śmietnik historii, chociaż jej przedstawiciel w I turze pan Napieralski to rocznik 1974 i trudno go posądzać, by miał jakąkolwiek krew na rękach. A już na pewno jest za młody by zdążyć sprzątnąć 100 mln :) ... No ale on jest Pana zdaniem BE ! Tymczasem Pana partia z lubością łasiła się o względy i poparcie pana Cimoszewicza - faceta który zaczynał karierę polityczną w wieku 18 lat w Związku Młodzieży Socjalistycznej. Nie bez znaczenia jest chyba, że był to rok 1968... I to ma być przedstawiciel "młodych idei" Platformy ??? No to gratuluję... Żeby było jasne, nie jestem zwolennikiem lewicy i nie zamierzam na nią głosować. Na PIS zresztą też nie. Nie lubię tylko zakłamania, a przedstawianie Platformy jako "leku na całe zło" jest co najmniej niesmaczne.
Jakub Kruczek
Rozsądek nade wszystko
Może i psychologia ma jakieś znaczenie,jednak ja w sprawach wychowania jestem dosyć prostolinijna.Od dziecka, w tym wypadku syna należy wymagać , dając jednocześnie jemu poczucie bezpieczeństwa.Może nie jestem zbytnio tolerancyjna, ale ofiarując dziecku wszystko, co można , w granicach rozsądku,wymagam. Nie wiem , czy to dobre ciągle opierać się na psychologii , uważam,że zdrowy rozsądek, intuicja , obserwacja i " ręka na pulsie" pozwoli uniknąć ślepych zaułków, z których trudno się wydostać.
Zasada - przykład jest najlepszym nauczycielem, działa zawsze.
Stacja Katowice INFO informacja zimowy ogród Felieton kamieniarstwo Gliwice naturalne meble ogrodowe






