Felieton
JAKUB KRUCZEK 15 grudnia 2009
Dwie różne historie z jedną wspólną obietnicą i "społecznym" zdrowiem w tle
Dużo mądrzejsze, ale i bezczelnie powiem - głupsze (przeważnie sejmowe) ode mnie głowy ciągle o tym mówią i piszą, a recepty na poprawę sytuacji nie widać. Bo same pomysły nie wystarczą - muszą być jeszcze pieniądze na ich realizację.
Taki drobiazg, o którym zapominają wszyscy: i rządowi, i opozycyjni myśliciele, a skąd je wziąć, skoro na wszystko brakuje ?
Poza tym, by naprawdę poprawić stan naszej opieki zdrowotnej, należało by podjąć działania skrajnie radykalne i nie ma co kryć, w narodzie niepopularne!
Tego przecież nie zrobi nikt, kto myśli, o władzy w naszym kraju.
Odkąd pamiętam, przed wyborami kolejne ekipy obiecują radykalne reformy tego co u nas zmienić trzeba (m. in. zdrowie, emerytury, wojsko, oświata, infrastruktura drogowa, itd. - łatwiej chyba wymienić czego nie trzeba). Ale gdy wybory zostaną wygrane i trony obsadzone, trudne decyzje zawsze zostawiają swoim następcom. Nie łudźmy się zatem, że opieka zdrowotna w przewidywalnym czasie się poprawi. Ciągle są jakieś wybory, a tylko wariat chciałby popsuć sobie przed nimi wizerunek.
Póki oczywiście cały system się nie zawali ! A wtedy wnuki nam podziękują i przeklną za grzech zaniechania. Nie będę zatem dzisiaj więcej strzępił języka o służbie zdrowia. Będzie to skromny felietonik o ludziach, którzy to samo przysięgali.
· według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek. (...)"
Oto jeden z punktów Przyrzeczenia Lekarskiego, które złożyć musi każdy lekarz w naszym kraju zanim przystąpi do wykonywania zawodu. Wydaje się jednoznaczny, prawda ? Nad czym się tutaj zastanawiać, gdy wszystko prostym językiem napisane, czytelne i słuszne, tylko przyklasnąć . Wszyscy wiemy, że lekarze składają to przyrzeczenie, popularnie nazywane "przysięgą Hipokratesa". Długą drogę trzeba przejść i sporo umieć by zostać do niego dopuszczonym... Jest to jeden z powodów który czyni ten zawód elitarnym. Ile jednak osób zainteresowało się, co oni właściwie przyrzekają ? Chyba niewielu z nas odczuwało taką potrzebę. Ja do tej pory też nie.
Dwie zasłyszane jednego dnia wiadomości sprawiły, że pierwszy raz w życiu poszukałem tekstu tej przysięgi. Chciałem się dowiedzieć co ślubują Ci, w których ręce dobrowolnie składamy nasze zdrowie a często i życie. Ufamy im bezgranicznie, bo ich słowa brzmią nieraz jak wyrok, oznaczają czyjeś życie lub śmierć. Ogromna odpowiedzialność, ale i ogromne pokusy związane z taką wobec nas "władzą". Tyle się słyszy o lekarzach. Jednakowa przysięga, a jakże odmienne postawy wobec niej . Zobaczmy zatem:
Historia pierwsza
Pani doktor Ilona Rosiek - Konieczna, dzięki mediom bardziej znana jako doktor "Janosikowa". Kilka dni temu sąd umorzył postępowanie w jej sprawie, uznając jej działanie za "znikomą społeczną szkodliwość czynu". Przypomnijmy zatem pokrótce o co chodziło.
Doktor "Janosikowa" została oskarżona, że na przestrzeni roku (1998 - 1999) wystawiła ponad 2 tysiące w pełni refundowanych recept dla inwalidów wojennych osobom nie mającym do tego uprawnień. Narodowy Fundusz Zdrowia stracił z tego tytułu ponad 101 tys. złotych. Kwota ta nie trafiła jednak do jej kieszeni, lekarstwa w całości trafiły do osób bezdomnych i ubogich.
Trzeba tutaj od razu dodać, że Pani doktor "od zawsze" opiekuje się właśnie najbiedniejszymi z najbiedniejszych, odrzuconymi, którzy nie mają żadnej szansy na korzystanie z "systemowej" opieki zdrowotnej. Czasem z własnego wyboru i słabości, ale przeważnie z powodu nieumiejętności przystosowania do dzisiejszych czasów są poza nim.
Prowadzi w Krakowie hostel dla bezdomnych, wydaje bezpłatne obiady i udziela pomocy lekarskiej za symboliczną odpłatnością (podobno 20 zł. za wizytę), i to tylko pod warunkiem, że kogoś stać...
Całym swoim życiem Pani Doktor Ilona Rosiek - Konieczna udowadnia, że działa ze szlachetnych pobudek
i potrzeby serca. Jak powiedział na rozprawie jeden z jej obrońców: "Ona jest po prostu dobrym człowiekiem i to był motyw jej działania".
Mimo, iż sala wyrok w tej sprawie przyjęła oklaskami, a i ja całym sercem "rozgrzeszam" panią doktor z tego co uczyniła, muszę podzielić się jeszcze następującą uwagą odnośnie tej sprawy. Ja rozgrzeszyć mogę "prywatnie", ale sąd stoi na straży prawa i powinien się kierować jego literą. Faktem jest, że nie tylko ustawa ale i rozum podpowiada, że najwyższym nakazem etycznym lekarza, jest dobro chorego.
Tylko czy to wystarcza aby w świetle prawa sprawę umorzyć ?
Wyłudzenie pieniędzy przecież było, i to nie jakiegoś "wirtualnego" funduszu zdrowia, tylko naszych, wszystkich którzy płacą składki. Kwota też nie mała .
Gdyby tak każdy z nas, kierując się swoją hierarchią wartości oszukiwał wspólny fundusz? Trudno to jednak zaakceptować.
Nie mając najmniejszych wątpliwości co do intencji, pani doktor jednak złamała ona prawo
i popełniła przestępstwo. I trzeba tak to nazwać.
Pewnie wielu się narażę, ale uważam że źle się stało, że sąd sprawę umorzył.
Moim skromnym zdaniem, jedynym słusznym wyjściem było uznanie jej winy (pani doktor sama się przecież przyznała), symboliczne skazanie i ... warunkowe odstąpienie od wymierzenia kary. Wtedy wszystko byłoby "lege artis" i sprawa zostałaby zakończona w poczuciu sprawiedliwości.
A tak jednak jakiś niesmak pozostaje.
Mimo tej koniecznej uwagi
o niezbyt fortunnym zakończeniu powyższej sprawy, postawa pani doktor i sposób w jaki rozstrzyga konflikt własnego sumienia z obowiązującym prawem pokazuje, jak ważna jest dla niej złożona lekarska przysięga.
Tego samego dnia gdy zakończył się proces pani doktor "Janosikowej", przez media przewinęły się informacje
o drugiej pani doktor.
Historia druga:
Historia, która szybciej w mediach ucichła, ale przyznam, że trudno mi zacząć o niej pisać, bo jeszcze złość mi nie przeszła, gdy przypomnę sobie ... Jak pani doktor Jolanta Kopeć z Radomia nieudolnie tłumaczyła się przed telewizyjną kamerą ze swojej decyzji. Nie ma powodu ukrywać danych owej pani, opublikowała je prasa i są one ogólnodostępne w internecie. Poza tym, ewentualni pacjenci mają przecież prawo wiedzieć kto ich leczy.
Czymże mi podpadła pani doktor ?
Otóż odmówiła ona zbadania 2,5 letniego dziecka z 40 stopniową gorączką, tylko dlatego że do przychodni przyprowadziła je babcia, a nie któryś z rodziców. Odmowę uzasadniła przepisami, które wg niej wymagają by dziecko było z opiekunami prawnymi, czyli rodzicami, albo babcia powinna mieć upoważnienie do opieki na piśmie. Brak mi słów .
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że dziecko wcześniej było już na badaniu u pani doktor, znała je i rodziców. Tym razem nie mogli oni zabrać dziecka do przychodni, gdy jego zdrowie nagle się pogorszyło, ponieważ byli w pracy. Dziewczynka była w tym czasie pod opieką babci i po konsultacji z rodzicami, to właśnie babcia szukała fachowej pomocy w przychodni .
Tak oczywiste i naturalne, że nad czym tu w ogóle się zastanawiać ?
A pani doktor zasłoniła się przepisami.
Przyznam, że choć nie wierzę w aż taką bezduszność ustaw i rozporządzeń (zawsze jest jakaś "furtka" na rzeczy nieprzewidziane - potrzeba tylko odrobinę dobrej woli), nie mam nawet ochoty szukać i studiować odpowiednich paragrafów.
Bo i tak nigdy nie zrozumiem, jak lekarka, kobieta, a zapewne i matka - może zostawić bez pomocy małe i ciężko chore dziecko.
Na to usprawiedliwienia nie zapewnią żadne prawne artykuły.
Poza przestrogą, nie warto pani "doktor" poświęcać więcej czasu. Pora zatem podsumować. Chyba marny ten mój dzisiejszy felieton. Opowiedziałem tylko Państwu o dwóch Paniach doktor, dwóch jakże różnych ich historiach, i jednej łączącej je przysiędze.
Inne artykuły autora: KRYZYS "Kryzys Komunizmu", "Babcia śląska" wypromuje żur, Cmentarzysko Zapomnianych Książek, Renata Przemyk "Odjazd", Armia "Freak", KULT "Hurra !", Czasem się w sporcie szybuje ładnie, czasem się na d... spadnie. Trzeba tylko wiedzieć kiedy przestać !, "Smacznego" życzy Państwu Sanepid ! - rozważania o tym, że nawet konserwa może osiągnąć piękny wiek, Kampania wrześniowa 1939 roku na Górnym Śląsku, Witaj wrześniowa jutrzenko
Przeczytaj 3 opinie
Dodaj swoją opinię »-
pasażer na gapę
2009-12-16
07:38:36to nie tak
z dzieckiem musi się zgłosić opiekun prawny/rodzic. Znaczy to, że ma to być osoba, która sprawuje prawną pieczę nad osobą małoletniego dziecka. Ona odpowiada za zdrowie i bezpieczeństwo dziecka. Gdyby małemu pacjentowi podano lek, który spowodowałby zgon dziecka, kto by wtedy odpowiadał? Babcia? czy lekarka? Na każdy zabieg potrzebna jest zgoda rodzica=prawnego opiekuna.
-
Maślak
2009-12-16
21:51:30Ma Pani/ Pan rację, że za dziecko odpowiadają rodzice, tylko w opisanym przeze mnie przypadku nie było mowy o jakiejkolwiek lekarskiej interwencji, ponieważ lekarka ODMÓWIŁA ZBADANIA dziecka! Mimo pogarszającego się stanu zdrowia, nie zainteresowała się co się z nim właściwie dzieje. Tego moim zdaniem usprawiedliwić nie można! Może jest to zgodne ze "sztywną" literą prawa, ale ta sprawa ma przecież wymiar zwyczajnie ludzki. Cierpiało małe dziecko ... Oprócz przepisów powinien być jeszcze zdrowy rozsądek!
Ostatnio głośno było o kobiecie która zmarła, ponieważ przez kilka dni nie mogła doprosić się przyjazdu karetki. Także "zaocznie" odmówiono pomocy...
Gdyby więc dziecko niestety zmarło przez zaniechanie pani doktor, to kogo Pani/ Pana zdaniem należy ukarać: rodziców czy babcię ? Bo ja uważam, że w tym konkretnym przypadku odpowiadać powinna lekarka!
Inną sprawą by było, gdyby PO BADANIU okazało się, dziecko wymaga podania silnych leków, czy jakiegoś zabiegu. Wtedy jak najbardziej zrozumiałbym oczekiwanie na decyzję rodziców.
Ale też DECYZJĘ a nie fizyczną obecność! Mamy przecież XXI wiek i mimo wszystko sporo nadrobiliśmy w telekomunikacyjnych zaległościach. Telefon już dawno spowszedniał, nawet internet przestał być dobrem luksusowym.Po co nam cały ten "postęp", skoro we wszystkich dziedzinach i działaniach wymaga się od nas osobistego stawiennictwa ?
Oczywiście to nigdy nie zastąpi kontaktu z lekarzem na żywo i nie powinno !
Nie wierzę, że gdyby sytuacja tego wymagała, rodzice by się nie pojawili, bo każdy normalny rodzic ponad wszystko stawia dobro własnego dziecka. Tutaj zabrakło jedynie dobrej woli i chęci pani doktor...
I tak na marginesie. Jakieś pół roku temu moja papużka poważnie zachorowała. Jakież było moje zdziwienie, gdy tydzień po zmianie leków zadzwonił weterynarz zapytać o stan zdrowia "pacjenta"...
Więc można?
Tak... papugi mają lepiej w tym kraju. Tylko one nie muszą korzystać z publicznej służby zdrowia!
Jakub Kruczek - autor
-
pasażer na gapę
2009-12-17
08:15:50odpowiedzialność prawna
nie będe teoretyzować, jedynie szukam logicznego wytłumaczenia tej sytuacji. Choć może nie ma czego szukać.
Reklama
Kalendarium
Dzisiaj >> BĘDZIŃSKI KLUB FILMOWY - CYKL \"10 OSCARÓW I 1 MALINA\"
VIVAT INSITA. Świat idealny Pawła Garncorza - wystawa
IV FESTIWAL TWÓRCZOŚCI RELIGIJNEJ FIDE ET AMORE
15. MIĘDZYNARODOWY SALON KARYKATURY ANTYWOJENNEJ KRAGUJEVAC
Jutro >> BĘDZIŃSKI KLUB FILMOWY - CYKL \"10 OSCARÓW I 1 MALINA\"
VIVAT INSITA. Świat idealny Pawła Garncorza - wystawa
IV FESTIWAL TWÓRCZOŚCI RELIGIJNEJ FIDE ET AMORE
15. MIĘDZYNARODOWY SALON KARYKATURY ANTYWOJENNEJ KRAGUJEVAC
Wkrótce >> BĘDZIŃSKI KLUB FILMOWY - CYKL \"10 OSCARÓW I 1 MALINA\"
VIVAT INSITA. Świat idealny Pawła Garncorza - wystawa
IV FESTIWAL TWÓRCZOŚCI RELIGIJNEJ FIDE ET AMORE
15. MIĘDZYNARODOWY SALON KARYKATURY ANTYWOJENNEJ KRAGUJEVAC
Biesiada śląska z kabaretem Antyki
Ostatnie opinie do artykułów
Gayga
zapraszam do obejrzenia zdjec Gaygi:
http://img843.imageshack.us/img843/9545/3gaygafotowiktorstolars.jpg
http://img340.imageshack.us/img340/565/5gaygafotowiktorstolars.jpg
http://img153.imageshack.us/img153/5479/15mcdivafotowiktorstola.jpg
Gayga
My młodzi ludzie którzy Gaygi nie znali osobiście tylko z wnikliwego poznania różnych żródeł oraz z kontaktów telefonicznych których nigdy nie odmówiła nawet w trakcie choroby, wybraliśmy Gaygę bo miała i ma ponadczasową muzykę która może dzisiaj podobać się nam młodym .Uwazamy że kazdy indywidualnie musi się przekonaći i wybrać nie dla "wyścigów"i solidnie i sprawiedliwie ocenić tylko dla siebie.Dlatego przypomnimy w wielkim skrócie Jej osiągnięcia:
Gayga koncertowała na pięciu kontynentach,zrealizowała 35 recitali telewizyjnych w różnych krajach świata . Wystąpiła w słynnym koncercie na rzecz Solidarności w Chicago transmitowany na całą Amerykę. ( 1981r ) Nagrywała z orkiestrami radiowymi w Polsce, Niemczech, Czechach i na Kubie. Zapraszana jako Gwiazda na Międzynarodowe Festiwale, Rockowiska ( np. Berlin,Praga ) i trasy kocertowe. Od Org. KFPP w Opolu otrzymała dyplom " ....dla wielce zasłużonej dla Polskiej Piosenki ...." Wygrywała radiowe ,telewizyjne plebiscyty piosenki. Nagrywała z orkiestrami radiowymi Polski,Niemiec Czech i na Kubie. Czy lokalne piosenkarki mają tak piękną biografie artystyczną jak Gayga. Jej utwory z ostatniej płyty "Dziennik z podróży " mimo braku reklamy mają wysoką oglądalność . Proszę kliknąć na YOU TUBE są tam takie mapki i kolor zielony wskazuje oglądalność i co ? Polska Niemcy i Hiszpania a wpisy i subskrypcje są z całego świata i tak zawsze było co wprawiało we wściekłość garstke krajowych "spychaczy". Płyta ta była bestsellerem lata w Niemieckiej Firmie płytowej w 2009 roku. Jak to się działo że ta lokalna popularność Gaygi była tak znana za granicą. Dziękujemy tym wszystkim którzy bez względu na swoje upodobania z klasą, godnością i dobrym słowem uczczili odejście Artystki.
Fan-Club
Przepraszam ... i ...
Jako autor tej notatki bardzo przepraszam za ten karygodny błąd. Nie powinno się zdarzyć ale niestety mi się przydarzyło -dałem "ciała"... Nie będę się usprawiedliwał bo takich błędów popełniać nie wolno. Moja wina. Jeszcze raz PRZEPRASZAM!
A co do popularności Gaygi...
Niestety nie pamiętam Pani Krystyny z lat 80', byłem za mały. Po usłyszeniu tej smutnej wiadomości z wrodzonej ciekawości zacząłem szukać informacji, bo wcześniej kojarzyłem wyłącznie, że taka Postać na Śląsku zaistniała...
W zalewie powtarzających się, identycznych artykułów o śmierci Artystki, uznałem, że najbardziej wiarygodne i kompetentne wiadomości o Niej są tutaj:
http://www.forum.80s.pl/viewtopic.php?t=10600&start=0&postdays=0&postorder=asc&highlight=gayga
Komentarze internatów na ogólnopolskich portalach (WP, ONET - bo te dwa śledziłem) też nie świadczyły o popularności w skali krajowej ... Stąd taka moja opinia i taka treść notatki.
Chciałbym się jednak mylić!!! Naprawdę!
Państwo - jako Fanclub wiedzą dużo więcej niż wyszperałem w zakamarkach internetu...
Bardzo zachęcam do przybliżenia postaci Gaygi na łamach naszej Stacji! Państwo zrobią to z pewnoścą dużo lepiej!
Krystyna Stolarska! Nie Katarzyna !
Dziękujemy bardzo za artykuł, ale Gayga nazywała się Krystyna Stolarska. Nie będziemy się odnosić do fragmentu artykułu o popularności piosenkarki tylko, odsyłamy do wikipedii oraz na You Tube do piosenek :
Świat dalej z nami kręci się
Gayga Medley
oraz dwuczęściowego filmiku
25 LAT NA SCENIE - GAYGA.
Dziękujemy, Fanclub Gaygi
Stacja Katowice INFO informacja zimowy ogród Felieton kamieniarstwo Gliwice naturalne meble ogrodowe





