Felieton / Deprawacja nauki

ZBIGNIEW GALAR 29 czerwca 2010

Deprawacja nauki

Podstawą i głównym gwarantem rozwoju dzisiejszego świata nie jest, jak wielu uważa, rozwój nauki. Liczy się zdolność absorpcji tej wiedzy przez społeczeństwa, możliwość indywidualnego poszerzenia przez nas horyzontów naszej perspektywy.

Wiedza nie ma bowiem w żadnym przypadku dobroczynnych własności, to tylko narzędzie. Moralne konsekwencje ma jedynie sposób, w jaki tę wiedzę wykorzystujemy.

Niestety dynamiczny rozwój nauki XX wieku sprawił, że ludzkość nie nadążała za tymi zmianami. Mentalnie nie jesteśmy w wielu przypadkach gotowi, na przejęcie kontroli nad naszymi możliwościami kreowania i destrukcji.

Broń atomowa w Średniowieczu
Potrafimy łatwo sobie wyobrazić, co by cię stało gdyby w Średniowieczu, bądź w czasach Cesarstwa Rzymskiego wynaleziono broń atomową. W sporach feudalnych dochodziłoby do jej wykorzystania, gdyż ludzie tamtych czasów nie widzieli świata w aspekcie globalnym, nie mieli na względzie pozostałych warstw społecznej siły i kontroli takich jak media, czy służby specjalne – jako władza liczyła się tylko fizyczna potęga, brutalna siła.

Nauka nie zatrzymała się jednak w latach 40-tych na rozwoju energii atomowej. Nic nie zostało już
z myślenia o świecie w kategoriach Oppenheimera:
„Stałem się śmiercią – niszczycielem światów.”

Dzisiaj potrafimy niszczyć kreując. Tworząc alternatywne drogi rozwoju, zainteresowania, fale poważania
i intelektualnego zniewolenia. Świat stał się w ciągu tych ostatnich 70 lat znacznie bardziej skomplikowany, co sprawiło, że naukowcy nie są już dla nas ani pomocni, ani kluczowi.

Nauka
powoli rozpuszcza ostatnie niedostępne dla niej aspekty rzeczywistości. Staje się powoli filtrem, przez który patrzymy na świat.

Każdy startując w życiu musi mieć z nią kontakt. Stykamy się z nią musząc kończyć wyższe studia, na których dany aspekt świata, jaki daną jednostkę interesuje jest wykładany i przekształcany w formy akceptowalne dla wykładowców. Nie ważne jest dla nich, że marginalizują i tępią przy tym jakikolwiek mistycyzm – niszczenie wszelkich przejawów ducha, jest dla większości naukowców misją życiową i celem.

Jeżeli młody człowiek znalazł sobie na świecie coś, co chciałby w życiu robić, nie powinien wybierać się
w danym kierunku na studia, inaczej dowie się o tej domenie wszystkiego, co jest w niej nudne i nieatrakcyjne. Ponieważ przeciętny pracownik zmienia pracę średnio raz na dwa, trzy lata. Układanie swojego życia pod kątem jednej zaledwie kariery jest nie tylko nieopłacalne, lecz autodestrukcyjne i szkodliwe.

Szamani tajemnicy życia
Naukowcy są wyznaczani przez współczesne media na objaśniających nam świat. Na szamanów tajemnicy życia, którzy z pozycji ekspertów przekazują nam sztampowe prawdy życiowe, które dawno temu, mądrzejsi od nich ludzie ubierali w fatałaszki naukowych teorii, mając jeszcze przy tym wiele zabawy. Dzisiaj wszyscy poważni naukowcy są smutni, bojąc się, że inaczej byliby niepoważani.

Ponieważ każda próba naukowego opisania świata, musi poddać się rygorowi dowodu naukowego i zostać zaakceptowana przez szlachetne, czcigodne gremium czcicieli pragmatyzmu; dlatego każdy wniosek i teza końcowa będzie musiał być paradygmatem. Innymi słowy każdy naukowiec, jakim by nie był geniuszem
i ekspertem, nie może nam przekazać niczego, co by od dawna nie znajdowało się w bibliotekach. Jeśli ekspert mówi coś od siebie i na bieżąco stara się ogarnąć coś nowego, wtedy zwykle wymyśla głupoty albo bojąc się ośmieszenia udaje że żartuje, pomimo tego iż stara się jak może, wyjść na jak najmądrzejszego.

Siła nauki
nie polega na kreatywności i obyciu, lecz na żmudnym sprawdzaniu wszystkich możliwości, aż do opisania granic naszego świata, aż do stworzenia spójnej i przydatnej do opisu rzeczywistości teorii.

Niestety zapominając o swojej specjalizacji, naukowcy roszczą sobie prawo do posiadania odpowiedzi na każde pytanie, a ludzi, którzy starają się z nimi dyskutować traktują z wyższością, tak jakby tylko za nimi stał cały naukowy dorobek ludzkości. Wiedza jaką gromadzono od naszych pradziejów, jest na szczęście dobrem,
z którego każdy z nas ma prawo i możliwość korzystać. Nie trzeba być naukowcem, czyli posiadać pisemne potwierdzenie swojej pozycji w hierarchii naukowego konsensusu, aby móc podpierać się dorobkiem nauki w swoim życiu. Niestety większość naukowców tego nie rozumie i zabrania nie naukowcom odkrywania czegoś nowego, bądź nie podejmuje z nie naukowcami w ogóle dialogu. Laik, nawet pasjonat nie ma dziś prawa do udowodnienia indolencji intelektualnej człowiekowi nauki. Takie zachowanie mogłoby zburzyć społeczne zaufanie do źródeł wszelkiej wiedzy, co najlepiej świadczy o rychłym końcu i glinianych nogach dzisiejszego światopoglądu naukowego.

Obecna pozycja nauki sprawia, że każdy nie naukowiec uważany jest z definicji za człowieka głupiego, nie przydatnego i gorszego. (Gdyby był mądrzejszy zostałby przecież naukowcem.)

Nikt nie ma prawa działać bez procedur, wymogów, bez glejtu poprawności i przydatności życia człowieka dla życia społecznego. Nie można już dzisiaj nawet tak po prostu zostać artystą, jeśli nie posiada się dyplomu akademii sztuk pięknych, bądź innej podobnej uczelni. Wszystko musi posiadać przyzwolenie i stempel nauki, inaczej jest marginalizowane i zwalczane, inaczej przestaje istnieć.

Taka postawa, taka buta i brak podstaw dobrego wychowania sprawiła, że nauka XX wieku została uznana za niemoralną. Źle korzystała bowiem ze skumulowanych zdobyczy ludzkiego rozumu. W XX wieku służyła ona głównie temu, kto dawał więcej. Zamiast posłużyć się tym narzędziem dla dobra ludzkości, wykorzystywaliśmy je głównie do podkreślania własnej przewagi, siania zniszczenia i upadlania słabszych, czyli nauką niedysponujących.

Dzisiaj nie jest wcale lepiej.
Codziennie osaczają nas naukowo udowodnione statystyki, mające zagonić nas do konkretnego działania. Natomiast, gdy tylko, którejś z tez naukowych za bardzo zawierzymy i nie będziemy dopatrywali się w niej drugiego dna i interesów prowadzonych przez – mecenasów naukowców, skończymy jako niewolnicy systemu, czyli jako dłużnicy. Natomiast dłużnik, osoba szkodliwa społecznie w kategoriach ekonomicznych, zasługuje we współczesnym świecie tylko na salę tortur moralnej deprawacji i wstydu za własną egzystencję.

Najbardziej jednak szkodliwe jest we współczesnej nauce uwielbienie dla pragmatyzmu. Skrajny pragmatyzm wydaje się być ideą szczytną i godną pochwały. Pozwala on inwestować zasoby ludzkie w te projekty i pojęcia, które skutkują wymiernymi korzyściami. Jednak z drugiej strony takie ideologiczne podejście, odmawia prawa do istnienia i niszczy wszystko, co nie jest przydatne w danej chwili, bądź w ograniczonej wymiarem intelektualnym naukowca – najbliższej przyszłości.

Gospodarka wycina lasy, carpe diemowski konsumeryzm potępia wszystkie cele, które nie służą zadawaniu przyjemności, globalizacja niszczy bogactwo kulturowe świata i sprawia, że ludzkość traci swoje niszowe języki, lecz nauka niszczy co w nas najcenniejsze – naszą mistykę i ducha.

Co nie można opisać, skatalogować, zmierzyć, zrobić na tym doktoratu, jako nieprzydatne dla nauki, z góry nadaje się, według naukowców, na śmietnik historii. Ich ideologiczne zacietrzewienie w niszczeniu wszelkich wierzeń, czy religii jest tak widoczne, że nawet ludzie przeciętni dostrzegają to szaleństwo i szukają przed nim schronienia.

Na szczęście dla świata, przyszłość ludzkich relacji należy do kultury roju. Kultury, która na nowo odkryje swoje duchowe korzenie. Dla której naukowiec będzie jedynie służbistą, wyrobnikiem i nie będzie wykreślał ograniczeń w ich marzeniach o niestworzonej jeszcze rzeczywistości.

Technologia
w niektórych dziedzinach nawet o wiele wieków wyprzedziła już nasz rozwój społeczny. Dlatego dzisiaj to nie technologia i dokonywanie nowych odkryć jest najważniejsze. Najbardziej liczy się nasza zdolność dostrzegania zastosowań, dla od dawna zapomnianych wynalazków. Dlatego pozycja nauki i naukowców niedługo obniży się do właściwego w XXI wieku poziomu.

Eksperci, czyli kapłani i cenzorzy informacji jakie docierają do mas, mogą się temu sprzeciwiać. Mogą takie nieuchronne zmiany opóźniać, ale gdyby trwale byli takiego postępu przeciwnikami, wtedy zaprzeczyliby samemu sobie. Rewolucja naukowa jak każda z wielkich rewolucji, zakończy się rzezią. W ogniu jej stosów spłonie niezasłużenie wysoka pozycja arcysprzedajnej nauki, a ja mam nadzieję, że będę miał okazję się tym płomieniom z zaciekawieniem przyglądać.


Inne artykuły autora:  Rozwój kultury rojuBP – Bezmiar ProfesjonalizmuEkonomia przyszłości politykiMniejsze zło, czy większe dobroWódz, a za wodzem wierniPorażka chciwościRedukcja europejskiej populacjiNowa rola mediówInstynktowna prawda mediówZamachy domowej roboty

Reklama

naturalny kolagen

Kalendarium

Twoja wyszukiwarka

Ostatnie opinie do artykułów