Felieton / Za dużo matki

TERESA KOZIATEK 26 maja 2010

Za dużo matki

Wszystko, co było do wynalezienia i wymyślenia, zrobili to już Chińczycy i Marco Polo. więc nie ma się nad czym za bardzo rozwodzić. Wymyślamy tylko półśrodki, które co najwyżej ułatwiają nam życie. Wymyśliliśmy też psychologię, która nie tyle nam pomaga, co opisuje sposób, w jaki zwykliśmy się w określonych sytuacjach zachowywać. Ta dziedzina sztuki wymyśliła sporo stereotypów o supermęskości.

Fot. źródło: internet

Matki i synowie
Jednym z najstarszych, najrzadziej kwestionowanych
i najbardziej zakorzenionych stereotypów jest teoria, że syn w procesie dojrzewania powinien zerwać więź emocjonalną z matką, aby nie zniewieścieć. Dzisiaj jest już jasno wiadome, że ten szkodliwy stereotyp rozpowszechniany przez psychoanalityków
i psychologów żeby tłumaczyć wszystkie problemy psychiczne syna zaburzonym związkiem z matką jest hipotezą niesprawdzalną i szkodliwą. Sam ojciec psychoanalizy, Freud, na początku dwudziestego wieku z pasją nawoływał, żeby związek emocjonalny syna
z matką ograniczyć do minimum. A to przecież dzięki swojej matce, Freud, uwierzył w swój geniusz. Do niedawna analizowano wszystko przez pryzmat teorii freudowskiej, która w ostatnim czasie została zrewidowana. Współczesne badania opierające się na niektórych „naukowych” teoriach osobowości, pewnego dnia zostaną również zrewidowane. Jak wszystkie inne teorie. Mody panujące w świecie na „gorące” nauki, a taką była psychoanaliza Freuda, przemijają z wiatrem często przynosząc niepowetowane szkody. Lęk przed feminizacją syna matką jest wciąż obecny i żywy wśród nas, a wiara, że pod wpływem matki synowie będą dziecinni, rozpieszczeni i słabi pokutuje nadal. Echo tej wiary słychać niejednokrotnie z ust młodych żon: „mój mąż nie zerwał psychicznej pępowiny ze swoją matką”. Więc żyją w zgodzie z rozpowszechnionym stereotypem, że synowi należy pomóc w oddzieleniu się od „toksycznej” matki. A bitewne zawołanie ostatniego stulecia brzmi, że kobieta, a matka w szczególności, może sfeminizować syna, odbierając mu cechy męskie. Nawet umysły profesorskie bez żadnego dystansu i bezkrytycznie podpisywały się pod tym „naukowym” zawołaniem. Zasada za dużo matki, za mało ojca przez ostatnie stulecie dominowała w naszej mentalności
o „trudnych” synach. Jeśli wierzyć badaniom naukowym, to nie znaleziono śladu dowodów, które by usprawiedliwiały historyjkę o zaborczych matkach i ojcach nieodzownych przy kształtowaniu męskiej tożsamości. Swoją drogą specjaliści nie potrafią powstrzymać się od publikowania prac poświęconych nic nieznaczącym problemom. A wynikających jedynie z potrzeby megalomanii i bezwzględności w dążeniu do sławy.

Miłość, a nie męskość
Inne ciekawe badania donoszą, że synowie wychowywani przez kobiety, w tym także kobiety samotne, nie mają problemów z tożsamością, nie są ani odrobinę mniej „męscy”, nie zdradzają objawów niedostosowania psychologicznego. Jedynym dyskomfortem takich synów [w ogóle dzieci] to dyskomfort z powodu obniżenia statusu finansowego. Kiedy dochodzi do rozwodów, najczęściej średni poziom życia matek spada bardzo,
a mężczyzna pod tym względem zyskuje. Również nie ma dotąd danych, które by wskazywały, że synowie tracący kontakt z ojcem jako modelu męskości muszą być słabeuszami. Natomiast synowie, którzy ojca mają są szczęśliwsi, pod warunkiem, że jest to ojciec kochający, opiekuńczy, a więc ojciec posiadający w wysokim stopniu rozwiniętą inteligencję emocjonalną. Przypisywaną w nadmiarze i na wyrost jedynie kobietom. Więc dominującym składnikiem zdrowej relacji z ojcem jest miłość, a nie męskość. Zatem synowie, których rozwój psychologiczny nie przebiega prawidłowo, to nie ci pozbawieni ojców, lecz mający ojców despotów, nieczułych, zajętych karierą. Stereotyp mówi, że mężczyźni nie płaczą – nie mają miejsca na wahanie, słabość, niepewność. Mężczyzna mówiący o melancholii uchodzi za słabego. Synowie są krzywdzenia psychicznie, a potem pouczani, że maja liczyć tylko na siebie i na swoją supermęskość.

Myślenie patriarchalne
polega na podporządkowaniu się stereotypowi, że matki, jeśli dać im wolną rękę psychologicznie to „ubiorą synów w sukienki”. Więc podporządkowują się regułom społecznym i pokoleniowym promującym dyscyplinującego ojca. Choć jest to stereotyp wysoce przereklamowany. Przecież to matka wykonuje lwie funkcje rodzicielskie. Udowodniono, że synowie mniej cierpią z powodu zaburzenia relacji z nieobecnymi ojcami, którzy zniknęli z ich życia, w większym zaś stopniu z powodu relacji z przepracowanymi i borykającymi się z problemami finansowymi matkami, z którymi przyszło nadal im żyć. Stereotypowa wizja męskości, utożsamia dojrzewanie
z odłączeniem syna spod opieki matki. Przecież dojrzałość oznacza zastąpienie dziecięcych form bliskości przez formy bliskości właściwe dorosłym, a nie przez brak bliskości. Zatem zerwanie więzi emocjonalnej w dorosłym życiu syna z matką jest raniące i ze szkodą dla jego emocji. I znowu najnowsze badania dokumentują, że
w naszej cywilizacji większość mężczyzn ma trudności nie tylko z wyrażaniem, ale nawet z identyfikowaniem swoich emocji. Wypierają swoje ludzkie słabości z życia rodzinnego. Potem już jako dorosły mężczyzna emocjonalnie się w pełni nie angażuje w związku. Pokazuje jedynie twarz supermana – twardy niczym stal, pewny siebie, panujący nad sytuacją, skała, na której wszyscy inni mogą się oprzeć, ale nie on sam.


Inne artykuły autora:  Włochy, Mont Everest wycieczekKochanka, produkt ubocznyUmiejętność zapominaniaSilne kobiety, singleTylko mężczyźni nie mają metryk urodzenia, kobiety owszemOptymizm, który leczy Mężczyzna przystosowany społecznie

Przeczytaj 2 opinie

Dodaj swoją opinię »
  • pasażer na gapę

    2010-06-01
    15:10:08

    relacje z nieobecnym ojcem

    jeżeli relacje z którymś z rodziców są zaburzone, zawsze odciska to piętno na życiu, niezależnie od płci dziecka. A stwierdzenie, że brak ojca jest mniej szkodliwy niż relacje z przepracowaną samotną matką- byłoby to wiarygodne wówczas, gdybyśmy mieli okazję sprawdzić jak konkretne dziecko funkcjonowałoby w rodzinie pełnej o prawidłowych relacjach- co jest nie do zweryfikowania. Dziecko do pełni szczęścia potrzebuje pełnej, szczęśliwej rodziny.

  • pasażer na gapę

    2010-06-01
    22:46:07

    Rozsądek nade wszystko

    Może i psychologia ma jakieś znaczenie,jednak ja w sprawach wychowania jestem dosyć prostolinijna.Od dziecka, w tym wypadku syna należy wymagać , dając jednocześnie jemu poczucie bezpieczeństwa.Może nie jestem zbytnio tolerancyjna, ale ofiarując dziecku wszystko, co można , w granicach rozsądku,wymagam. Nie wiem , czy to dobre ciągle opierać się na psychologii , uważam,że zdrowy rozsądek, intuicja , obserwacja i " ręka na pulsie" pozwoli uniknąć ślepych zaułków, z których trudno się wydostać.
    Zasada - przykład jest najlepszym nauczycielem, działa zawsze.

Reklama

naturalny kolagen

Kalendarium

Twoja wyszukiwarka

Ostatnie opinie do artykułów