Felieton / Kochanka, produkt uboczny

TERESA KOZIATEK 27 kwietnia 2010

Kochanka, produkt uboczny

Są pewne tematy, które rozpalają ludzką ciekawość, to właśnie taki temat. Bo choć żyjemy w XXI wieku, to słowo "kochanka" nadal wzbudza pejoratywne skojarzenia. Nie jestem kobietą jakiejś sekty, ale osobiście uważam, że mężczyźni nie są skłonni odchodzić od żon do kochanek, bo są wygodni.

Ale podwójne życie, tak. I autorka wie, co pisze. Więc nadzieję pozostaw na progu swoich marzeń, jeśli jesteś wolną kobietą i wchodzisz w romans z żonatym mężczyzną. Za bycie kochanką należy wcześniej bądź później zapłacić monetą emocji.

Dekadencja
Sądzisz, że żyjemy w czasach rozwiązłych. To złudzenie. Czytając biografie, prace historyczne, przekonałam się, że od starożytności po osiemnasty wiek bywały okresy dekadenckiej rozwiązłości przewyższające to, co dzieje się w skomplikowanym świecie początku XXI wieku. Każda sfera życia ma swoją dekadencję, małżeństwo też-żeby istniały cnoty, musi być występek! A łatwowierność mówienia, że tylko mężczyźni zdradzają, domaga się przynajmniej sprostowania.

Fot. źródło internet

Otóż obecne czasy charakteryzują się tym, że inicjatywę romansu równie często jak mężczyźni podejmują kobiety zarówno wolne jak i zamężne. Choć z definicji, mężatka, to teoretycznie kobieta wierna, niedostępna niczym wrota raju. Dość często zdradzają właśnie te najwierniejsze - jako syndrom wypalenie małżeńskiego. Cynicy twierdzą, że oszukiwanie się stanowi nieodzowny element gry małżeńskiej. Mijają lata, słabną burze emocjonalne i zaczyna się nędza egzystencji małżeńskiej. Żona staje się kurą domową
i przestaje dbać o związek, o swój wygląd i zamienia się w sekutnicę. Swoim jadem zabija z odległości kilku metrów. Bowiem kobiety w pewnym wieku to jakby ukończyły ten sam uniwersytet, wszystkie nienawidzą mężów. Ale z przyczyn czysto ekonomicznych nie mają zamiaru ich wypuścić z rąk.

A u męża pozbawionego odrobiny ciepła emocjonalnego dojrzewa decyzja żeby wziąć sobie kochankę. Kobieto, to nie kryzys wieku średniego, to twoja oziębłość emocjonalna doprowadziła go do tej myśli „samobójczej”. Bo
w większości przypadków zdrady zaczynają się od rozdziału z dziedziny psychoterapii – nic ich, poza sakramentem, nie łączy, a wszystko dzieli, mąż jest udręczony samotnością we dwoje, czuje się bardzo niedoceniany, wyzbyty emocji. Żona uważa, że wywiązała się z matrymonialnych obowiązków [są dzieci] i nie musi już być miła - jest jak modliszka, która „pożera” swego samca. Mąż czuje, że życie ucieka mu przez palce, chce ryzyka i odczuwania dreszczyku emocji, chce poczuć, że znowu żyje. Więc sięga po owoc zakazany. Jeśli oboje kochankowie są w związkach to szanse są wyrównane, bowiem razem będą szachrować, a potem szlochać. Jeśli jedno jest stanu wolnego, to ponosi ogromne ryzyko strat [dobrowolne „niewolnictwo”].

Kobieta wolna wchodząc w romans z żonatym mężczyzną nie bierze pod uwagę „przeciw”, nie pokonuje oporu przy popadaniu w złudzenia. Całkowicie wypiera świadomość, że etap romansu z żonatym mężczyzną to uczucie oparte całkowicie na złudzeniach, a kochanka w samotności będzie szlochać do poduszki.

Jesteś lekarstwem
Żonaci mężczyźni posiadają głęboki deficyt ciepła, dobrego słowa, pochwały, akceptacji, zwyczajnego podziękowania za to, że są. Zatem czego zawiedziony mąż szuka w kochance? Bratniej duszy, pocieszycielki, powiernicy, psychoterapeutki - do wyboru. Na tych potrzebach oparte są przecież wszelkie damsko-męskie związki. Zatem, jak ćmy do światła, tak mężczyźni lgną do ciepła emocjonalnego. Nieodłączną część przedstawienia, którą mężczyzna odgrywa przed kochanką, to przekonywanie jej, że wielbi ją nabożnie, że jest dla niego całym światem, a żona nieczuła Ksantypa! Jego zapewnienia zaspakajają kochance potrzebę dawania jemu wiary oraz oszukiwania samej siebie.

W większości przypadków, to nie uczucie, to fascynacja, a taki związek skazany jest na zagładę. Żonaci mężczyźni mogą się z tobą kochać, tak, ale nie zakochać. Mówię nie o wszystkich, ale jednak o większości. Tobie, najwyżej powie: "Byłem, jestem, będę nieszczęśliwy z żoną, a ty jesteś moim lekarstwem, ale nie mogę się rozwieść, bo…" Zawsze jest jakieś „ale”. Zatem zdrowie, to kochanka, gorączka, to żona. Kochanka jest potrzebna tylko w dni powszednie. Urlopy, święta i weekendy musi poświęcić rodzinie. Z naciskiem na słowo „musi”. Bo niezadowolona żona, to źródło wielu trosk męża. I z żywiołowej inspiracji kochanka staje wyrzutem sumienia. Tylko kwestią czasu jest to, że dla niego zaczynie się udręka.

Z czasem każda kochanka staje się zaborcza. Wtrąca się w życie, rości sobie prawa autorskie do jedynego szczęścia i żąda wyłączności. W końcu jego romans doprowadzi do cichego konwencjonalnego skandalu, który go zmusi do myślenia, jak się uwolnić od kochanki. Zadziałała silna potrzeba emocjonalna - lęk przed odrzuceniem społecznym [dzieci, rodzina, przyjaciele, szef]. Przed żoną wyłga się z zarzutów o zdradę,
a kochance wmówi, że musi się poświęcić. Żona i dzieci to przecież najwygodniejszy parawan. Kochanka, widzi, wie, ale milczy. Żyje złudzeniami, że dla niego rodzina jest tylko grą pozorów, farsą. Oznacza to tylko to, że oblała kurs "moje szczęście zależy ode mnie". Przykładów można by tu przytaczać w nieskończoność.

Emocjonalny wampir
Jak historia uczy, niczego się nie uczymy od innych. Ten argument nie jest odkrywczy ani prowokacyjny: "Mężczyzna bierze sobie kochankę, żeby zostać z żoną, kobieta bierze sobie kochanka, żeby odejść od męża”. Do tego opublikowane dane pokazują, że w wielu przypadkach niewierność męża przyczyniła się do wzmocnienia związku. Kochanka dzieli z kochankiem łoże, nie dzieli finansów, spraw, które mogłyby go rozpraszać. On nie zainwestuję swojego życia w jej życie. Reguła wzajemność, obowiązuje we wszystkich dziedzinach życia.
W przypadku kochanki działa w jedną stronę. A taka świadomość jest niemiła. Gdy kochanka domaga się uznania swojej roli w stopniu większym, niż przyznaje to ukochany, powstaje między nimi poważny kłopot. Ona miota się, znajduje setki usprawiedliwień, dla których kontynuuje trwanie związku, w rzeczywistości stanowiącego dla niej koszmarną udrękę. Kobieto, przestań się użalać nad sobą, a zacznij patrzeć realistycznie. Kochanek to emocjonalny wampir – jego rola została wyczerpana. Pora się rozstać. Rzecz nieunikniona, nad którą nie należy ubolewać. Pamięć ludzka jest selektywna, wyrzuca rzeczy, które bolą, zachowuje te, które ułatwiają życie. Zatem nie należy żałować swoich doświadczeń życiowych, ale umieć wyciągać z nich lekcje
i wcielać je w życie. Kobieto, jeśli chcesz życia lepszego, a nie innego, to daj sobie spokój z żonatymi kochankami. Na pocieszenie dodam, że w minionych wiekach piętnowano rozpalonym żelazem „występne kobiety”.

Sprawczynie własnej niedoli
Są dwa rodzaje mężów: ci, co przepraszają i dalej zdradzają, i ci, co przepraszają i starają zmienić swój nawyk zdradzania. Kobieto, żyj w świadomości, że ci, pierwsi i ci drudzy pewnego dnia wrócą do żon. Paradoksalnie kochance dyplomatyczna głuchota jest niesamowicie użyteczna. Żeby nie mieć poczucia klęski tłumaczy go, że nie miał wyboru. Wybór jest zawsze i on właśnie wybrał. Bez żadnej rekompensaty. Kochanka, zamiast egzorcyzmować swoje koszmary użala się. Dlaczego? Bo w wspomnieniach zaczyna szukać ulgi. Czepia się nadziei, że on do niej wróci, bo nadzieja to najsilniejsza z emocji. I płacze nie nad bólem po stracie kochanka, ale płacze nad sobą, że ten ból będzie jej towarzyszył bardzo długo. Ogląda się za siebie i marnuje sobie życie. By ruszyć naprzód musisz stracić nadzieję, a resztę dokona czas. Czas zawsze gra najstarsza kartą - przemijania. Zatem kochanki prawie zawsze są sprawczyniami własnej niedoli.

Kobiety chętnie zapisują się na kursy i czytają nałogowo poradniki jak odnieść sukces, jak schudnąć i jeszcze wiele różnych „jak”. Ale żadna nie chodzi na kursy kosztów bycia kochanką. To godne ubolewania, ale każda rozsądna kobieta musi zdać sobie z tego sprawę - nauczyć się żyć w świecie faktów, nie filozofii o urokach bycia kochanką. Przecież grzeszenie wymaga energii, więc przez wrodzone lenistwo, mąż woli wrócić do żony niż spalać energię na walkę z kochanką. Bo jakby od wieków było zapisane, że jeśli któreś z was miało odejść to właśnie on. A nieustające wybaczanie porzucającemu cię kochankowi, to dość masochistyczna przyjemność.


Inne artykuły autora:  Włochy, Mont Everest wycieczekZa dużo matkiUmiejętność zapominaniaSilne kobiety, singleTylko mężczyźni nie mają metryk urodzenia, kobiety owszemOptymizm, który leczy Mężczyzna przystosowany społecznie

Przeczytaj 3 opinie

Dodaj swoją opinię »
  • pasażer na gapę

    2010-04-28
    21:42:06

    Oczywiście ,że wiązanie się z żonatym mężczyzną- wolnej kobiety jest obarczone ryzykiem upokorzenia. Bo nie oszukujmy się , kochanka to chwilowa odskocznia do mówienia sobie wzajemnie , w luksusowych warunkach, bez zobowiązań - pięknych pochlebstw, komplementów.Mężczyzna żonaty nie staje się wygodny,zostając w rodzinie, po romansie z inna kobietą, tylko po prostu on jest tam zawsze.Nie dla wygody, tylko dlatego,że :rodzina, dom, znajomi, dzieci,zobowiązania, wspólne sprawy- kolejność dowolna. Ta druga kobieta cały czas żyje marzeniami, że dla niej zostawi rodzinę.I to ją gubi.To nie wygoda mężczyzny, tylko zatracenie instynktu samozachowawczego przez te naiwne kobiety, marzące o ułożeniu sobie życia z cudzym mężczyzną , który dla swoich przyjemności , chwilowych lub "długodystansowych" odskoczni odbierze rozum kobiecie.I w tym kontekście tytuł felietonu jest słuszny.

  • pasażer na gapę

    2010-04-29
    09:42:47

    drogie Panie !

    Drogie Panie.
    Jestem wolnym mężczyzną, tzn. " z odzysku" .
    Proszę w tłumie żonatych , szukających emocji mężczyzn , których to emocje podgrzewane są przez filmy , opowieści kolegów , dzikie marzenia
    ( potem ci koledzy na chwile lądują w ramionach polujących na nich kobietek , a jeszcze 'potem' ogrom problemów, szlochy, próby samobójcze , depresje..i inne rozliczne nieprzyjemności ) poszukać takiego jak ja faceta , który z kolei poszukuje wolnej kobiety. A zapewniam ,że będzie prościej i bardziej skutecznie.Jak mawiał Wielki,
    " szukajcie, a znajdziecie".
    Po co tak potwornie, na własne życzenie komplikować sobie życie? Po co udowadniać,że jesteście lepsze od żony? To bez sensu.! Taka walka : kobieta przeciwko drugiej kobiecie?
    Co chcecie udowodnić wiążąc się z żonatym?,że co ,że zostawi żonę? To raczej się nie zdarza.
    No, chyba że jesteście masochistkami.To przepraszam!

  • pasażer na gapę

    2010-04-29
    11:19:02

    śliski temat

    Gratuluję podjęcia się tematu.! Trudny - dla wielu-BOLESNY, traumatyczny.A życie i tak toczy się swoim torem, nie zważając na teorie, przestrogi ect.

Reklama

naturalny kolagen

Kalendarium

Twoja wyszukiwarka

Ostatnie opinie do artykułów