Felieton / Inwazja robotów

MODEST LANDRO 1 kwietnia 2010

Inwazja robotów

Przedświąteczna pacyfikacja bibliotecznego kurzu, w rękach numer ''Literatury na świecie" z kwietnia '83. Niespodziewanie mocnym, profetycznym światłem błyska z oddali konkluzja tekstu Zdenka Rejda'ka ("Psychotronika: jej aktualny stan"): "[...]musimy stworzyć ów drugi biegun, [...]: koncepcję naukowo-humanistyczną dla zrównoważenia rewolucji naukowo-technicznej, którą przeżywamy. W przeciwnym bowiem razie w najbliższym stuleciu zalejemy świat robotami zarówno mechanicznymi, jak ludzkimi, w ten sposób wzmagając naszą alienację i społeczną dezintegrację."

Wówczas mogło się to - zwłaszcza u nas – wydawać wydumaną hipotezą, co najwyżej efekciarską lub neurotyczną. Dziś zlekceważona diagnoza wczesnego stadium nadaje się już tylko do karty zgonu naszego dotychczasowego modelu społeczeństwa. "Robotowi" ludzkiemu bliżej obecnie do jakiegokolwiek urządzenia niż do człowieka; twarzą w twarz, gęba w gębę – to anachronizm. W domowych pieleszach, na ulicach, w pracy, w szkołach zatapiamy wzrok i (ewentualnie) myśli w parującym poświatą morzu elektronicznych możliwości internetu, kanałów tematycznych telewizji, kablówki czy takichż bajorkach komórek, całkowicie lekceważąc realny czas, przestrzeń i wypełniają-ce je życie. To ostatnie zauważamy jedynie, jako zakłócenie odbioru. Stopień zakłócenia bywa różny.

Tacy, na przykład, nauczyciele przeszkadzają uczniom – świadomym swych praw- bardzo, ale już dorośli pracownicy na swych przełożonych narzekają dyskretniej... Jak na razie demokracja jest bowiem u nas zawieszona w oświatowej próżni (szczególnie osobliwą maszyną próżniową okazuje się polskie gimnazjum), natomiast powszechne prawa popytu i podaży na rynku pracy – zwłaszcza niedorozwiniętym – działają z fizykalną sprawdzalnością.

A co porabia "bohater naszych czasów"?
Niewątpliwie jest w mediach, absorbujący, mediokształtny homo informaticus. Walczy w rankingach, plebiscytach, ankietach! Publiczne debaty, dyskusje uczonych gremiów stały się dla większości uczestników jedynie akustyczną tapetą, na której tle wysyła się podwyższony o skuteczną ilość decybeli komunikat o własnej nieomylności; kontrargumenty same chowają się pod próg słyszalności.

Czas jakiś umierała cnota prawdziwej rozmowy. Dziś z czystym sumieniem, ponad głowami i mimo uszu oponentów, już tylko nadajemy w medialną przestrzeń. Najlepsi(?) z nas przeglądają się w lustrze oglądalności, prawda mierzona jest ilością esemesów, docierają stymulujące sygnały poparcia. Do wyboru, do koloru:
w cyfrach, krzywych, a dla wrażliwszych estetycznie - w kolorowych słupkach lub kółeczkach.

Fot. źródło: internet

Komunikowanie się z "robotem" to nie jedyny problem.
Nowomodni konstruktorzy taśm produkcyjnych, czyli autorzy programów wychowawczych i oświatowych, powinni pamiętać, jak zwodnicza jest pokusa budowania wewnętrznego obrazu świata, nawyków analizy emocji i pojęć, na prostym systemie binarnym. Zbyt prosty "sterownik", inteligencja typu "one touch"
w świecie wciąż komplikujących się zależności, doprowadza ludzkie organizmy do przeciążenia układów, które ostatecznie kończy się eksplozją, implozją albo, póki co – ich okresowym wyłączeniem. Niuanse, odcienie, styl, aura – wszystko inne idzie na śmietnik! W obronie toporności i prostactwa przywołuje się nobliwą pannę Semantykę (słowa: "prostota", "jasność", "oszczędność", "sprawność" są wciąż od nowa niewinne...), można nawet wytoczyć działo teologiczne (słynne: "tak, tak – nie, nie"), strzelające pociesznymi ładunkami w szatana relatywizmu. Cóż
z tego, że w zupełnie złą stronę!?

Życie jako przestrzeń "zero-jedynkowa" – tak ono wygląda, niestety, z perspektywy "humanistycznych" testów na czytanie ze zrozumieniem tekstów kultury. Rzeczywistość reprezentują w nich podstępny dystraktor (odpowiedź myląca) i ta jedynie słuszna w zestawie możliwości. Ukochane przez autorów zadania typu zamkniętego, takoż błogosławione klucze właściwych odpowiedzi do zadań otwartych, "otwierające" wszystkie światy, z poetyckim włącznie, przed każdym egzaminatorem i większością uczniów!

Skąd biorą się preferencje zadań zamkniętych i kult różnych "magicznych" kluczy? Na pewno nie z idei otwartego umysłu. Umarła kreatywność – niech żyje kompetencyjność! - to hasło intelektualnej reakcji, pragnącej wprowadzić bocznymi drzwiami nowy totalitaryzm – dyktaturę dystrybuowanej, kontrolowanej odgórnie informacji. Przyszłość może, więc być i taka: przedmiot "techniki komunikacji interpersonalnej" prowadzony jest nadal
w języku rodzimym, obok języków obcych, a echem emocji i sporów towarzyszących dotąd tradycyjnym, porzuconym już, lekcjom języka polskiego, historii, wiedzy o społeczeństwie oraz wiedzy o kulturze, są ubikacyjne
i korytarzowe "potępieńcze swary", marginalne i niegroźne dla ładu społecznego i państwa.

Przewidywalni obywatele z wyedukowanym entuzjazmem dobrowolnie powtarzają "swe" małe "a" za każdym dużym "A" wybranej władzy...

Przeczytaj 1 opinię

Dodaj swoją opinię »
  • pasażer na gapę

    2010-04-03
    12:36:15

    Świetne

    Doskonały tekst, tezy jak z tostera pandory. Cieszę się że coraz więcej osób dostrzega zmiany naszego kulturalnego otoczenia idące w kierunku mechanistyczno-funkcjonalnego zatracenia.

    Minimalizm jednak jest również formą obrony przed zagrożeniami przeciążenia informacyjnego i stawiam tu tezę odwrotną. To dzięki zero jedynkowości możemy otaczać się tak wielką liczbą danych, bez niej przeciążylibyśmy się wcześniej, co nie napędzałoby rozrywki, więc nie doszłoby do moorowskiej komputerowej rewolucji.

    ZibiKendo

Reklama

naturalny kolagen

Kalendarium

Twoja wyszukiwarka

Ostatnie opinie do artykułów